Przejdź do głównej zawartości
Biała Wilczyca - jak rodzi się przeznaczenie
Kiedy przyszłam na świat mieszkaliśmy w dolinie miedzy
górami. Wiedliśmy tam szczęśliwe życie. Niczego nam nie brakowało, aż do tamtej
jednej chwili kiedy pojawił się on. Na początku byliśmy nieufni, ale on zbliżał
się do nasz, z każdym dniem. Chciał zdobyć nasze zaufanie. A kiedy już mu się
udało, pojawiło się ich więcej. Ale ci wyglądali inaczej, niż ten który z nami
przebywał. Oni mieli na sobie niedźwiedzie i wilcze skóry a w rękach trzymali
długie metalowe potwory, z których wydobywał się potworny huk. Miałam wtedy
zaledwie rok. Nasz przywódca kazał nam uciekać a sam rzucił się na
przybyszów. Wraz z innymi samcami bronili nas. Niestety bezskutecznie, potwory
zabijały szybko i bardzo boleśnie. Zamordowali prawie wszystkich, a tym którym
udało się uciec przy wylocie z doliny trafiali na ich pułapkę. Młode zostały
oddzielone od matek i powkładane do klatek. Bałam się, nie wiedziałam co mnie
czeka. Moja matka walczyła dzielnie ale w końcu ją tez złapali i wsadzili za
metalowe kraty. Na saniach wywieźli nas z doliny. Jechaliśmy długo. Kilka dni.
W tym czasie z sań przenoszono nas na kilka razy. Najpierw do dużej maszyny na
kółkach która wydawała charczące dźwięki, alby potem wsadzić nas do większego
żelastwa które roztaczało nad sobą kłęby dymu
niczym dyszący zimą bawół tyle ze te były czarne i wydawały się
złowrogie. Wszystko tutaj było nowe, trawa i drzewa zniknęły, zastąpione
równymi kamiennymi płytami i drewnianymi domami. Kiedy już myślałam ze koniec
naszej podróży, oni ponownie wsadzili nas do tej charczącej maszyny nazywanych
przez nich autem ale tym razem zatrzymaliśmy się dużo szybciej, niż poprzednio.
Kiedy drzwi się otworzyły zobaczyłam wielkie metalowe budynki, maszyny o
ptasich skrzydłach i pełno ludzi, chodzących z potworami zawieszonymi na
plecach. Nie miałam pojęcia co to wszystko znaczy, ale już wkrótce miałam się
przekonać.
Ludzie zanieśli nas do
jednego w wielkich metalowych budynków. Było nas tam więcej, więcej białych
wilków. Ten widok mnie przeraził. Niektóre kuliły się w swoich klatkach, inne
warczały groźnie chcąc się na nas rzucić ale nie to przeraziło mnie najbardziej,
wszystkie mały na sobie oznaki walki blizny na pysku krew na futrach a jeszcze
inne leżały niemal martwe. Wszystkie wilki były powkładane do większych klatek,
które wyglądały jak kratowe koryto, podzielane kratami i w każdej przedziałce
znajdował się jeden wilk było tych koryt chyba z dziesięć, a ciągnęły się aż do
końca tego wielkiego hangaru. Człowiek włożył moją klatkę w otwór i odsunął
zasuwę. Nie chciałam tam wejść, ale ktoś włożył coś do mojej klatki, co
poraziło mnie prądem. Przestraszona wbiegłam wprost do mojego nowego więzienia.
Rozejrzałam się wokół. Z obu stron był wilki. Podeszłam do jednego
- przepraszam gdzie my jesteśmy ,i co to – ale ten bez
ostrzeżenia rzucił się na kratę z oczami pełnymi szaleństwa złości. Odskoczyłam
momentalnie wpadając na drugą kratę, za którą był kolejny wilk.
- z nim już nie pogadasz,
całkiem oszalał- powiedział głos za moimi plecami – obróciłam się natychmiast i
ujrzałam dorosłego wilka z raną od pazura przechodząca od czoła przez powiekę
aż na policzek.
-gdzie my jesteśmy
–zapytałam głosem łamanym przez łzy
- musisz być twarda
wilczyco tutaj ludzie nie mają dla ciebie litości. Zmuszają nas do walki miedzy
sobą, musisz być silna bo w najlepszym wypadku skończysz tak jak on- wskazał
szalonego wilka który chodził po klatce w kółko i warczał rzucając nam
złowrogie spojrzenia
- a w najgorszym –zapytałam
choć nie byłam pewna czy chce usłyszeć tą odpowiedź
- w najgorszym zginiesz
rozszarpana przez któregoś z nas - teraz już nie miałam siły się powstrzymywać,
padłam na ziemie i zaczęłam płakać. Płakałam resztę dnia i cała noc. Kiedy już
moje oczy wyschły od utraty łez i pozostały jedynie smutne nastał ranek.
Żołnierze chyba ze dwudziestu z badylami jak się za chwile przekonałam rażącymi
prądem odsuwali nimi wilki i wrzucali nam do klatek surowe mięso. Nawet
mnie nim porazili mimo iż siadłam na
drugim krańcu klatki wyglądali jakby
sprawiało im to radość. Powąchałam mięso pachniało inaczej niż to które
jedliśmy, spróbowałam nie było najgorsze. Zjadłam wiec.
- Mała jak masz na imię ?
- Gordena – powiedziałam
- ja jestem Arkain
przywódca białych wilków ze wschodu. Posłuchaj mnie uważnie kiedy wszyscy zjemy
wtedy przyjdą po nas, wybiorą dziesięć wilków w tym część nowych i części
wilków które są tutaj już jakiś czas, zaprowadza was do zagrody tam was
wypuszczą
- Wypuszczą nas!!! –
zaświeciła się we mnie iskierka nadziei.
- poczekaj, wysłuchaj mnie
– wypuszcza was, ale nie tak do końca, znajdziecie się na polu otoczonym
żelazną kratą oni będą siedzieć na górze. Zmuszą was do walki. Będą was dźgać
tymi kijami aż któreś z was nie zacznie atakować. Będziecie musieli walczyć na
śmierć i życie, dopóki oni nie zdecydują ze któryś z was wygrał wtedy, jeśli
wygrasz na następny dzień dostajesz jedzenie jeśli nie, głodujesz dwa.
- to okropne, ja nie chce
walczyć nie potrafię ja nigdy nie walczyłam
- to radze ci się szybko
nauczyć, inaczej nie przeżyjesz tutaj długo
Wtedy do hangaru weszli
żołnierze i zaczęli wybierać wilki, jednym z nich byłam ja. Wyrywałam się i
starałam uciekać ale i tak udało im się zmusić mnie, do wejścia do tej małej klatki.
Ostatnie co widziałam, gdy odchodziliśmy to współczujące oczy Arkaina. Siedziałam w klatce skulona
byłam przerażona. Szliśmy do sąsiedniego hangaru. Zobaczyłam wielki ring,
otoczony kratą, tak jak mówił Arkain w środku walczyły już wilki. Z niezwykła
zawziętością rzucały się na siebie, zadając bolesne ciosy, skuliłam się w sobie
jeszcze bardziej. Jak ja bardzo marzyłam o tym by być teraz w domu z mamą i
watahą. Nadeszła moja pora, rozdzielono wilki i przez wąski tunel wpuszczono
mnie. Z drugiej strony wszedł inny biały wilk. Nie znałam go ale z wyglądu
sądziłabym ze był moim rówieśnikiem. Zawarczał na mnie groźnie. Cofnęłam się do
tyłu, ale drzwiczki którymi weszłam były już zamknięte. Wtedy z jednego z
otworu w kracie wysunął się kij odskoczyłam i złapałam go. Pociągnęłam
najsilniej jak umiałam i wyrwałam go człowiekowi, ale wtedy ten drugi wilk się
na mnie rzucił. Skoczył od boku wiec przeturlaliśmy się oboje, udało mi się go zepchnąć
i uniknąć chapnięcia jego pyska. Szybko wstałam i przygotowałam się na kolejny
atak.
- przestań jesteśmy wilkami
to nie miedzy sobą powinniśmy walczyć- ale on mnie nie słuchał, tylko otrząsnął
się i ponownie zaatakował. Wiedziałam ze nie mam szans przemówić mu do rozsądku,
był wygłodniały i to miejsce zrobiło mu już pranie mózgu. Odskoczyłam, unikając
jego zębów. Podchodził do mnie ostrożnie, nie spuszczając wzroku. Musiałam
walczyć. Tym razem to ja zaatakowałam, skakałam na boki. Skoczyłam bardzo na
prawo tak, ze jego bok był odsłonięty . Moje zęby zacisnęły się na jego gardle,
przewracając go . Nie chciałam zrobić mu krzywdy ale chciałam aby tak to
wyglądało.
- no dalej zakończ to – powiedział
wilk łapiąc z trudem powietrze –
- nie mam zamiaru cię
zabijać – i rozluźniłam szczęki i to był mój błąd. Bo tym razem to on, zanim
zdążyłam się zorientować, wgryzł mi się w łapę, zawyłam
- wybacz mała, ale tutaj
każdy dba tylko o siebie, tobie tez to radze, bo ja nie będę miał dla ciebie
litości – kiedy to mówił w jego oczach zalśniła nuta szaleństwa i satysfakcji z
ranienia innych.
- Dobra ale żebyś później
tego nie żałował – uśmiechnął się szyderczo
-dajesz mała, pokaż co potrafisz – ustawił się
w pozycji do ataku. Walka trwała długo, bo żadne z nas nie chciało się podać.
Zadawaliśmy sobie rany ale nie tak głębokie jak naprawdę mogliśmy. W końcu gdy
już nie miałam siły i byłam cała w ranach od jego kłów. a on przygwoździł mnie
do ziemi i chwycił za moje gardło choć nie tak mocno jak mogłam się tego
spodziewać, ludzie w strojach weszli na arenę i dźgając nas kijami zaganiali
nas do bocznych wejść. Spojrzałam raz jeszcze w jego stronę uśmiechnął się do
mnie smutno i wszedł do tunelu prowadzącego do klatki. Ja również zrobiłam to
samo. Przez kolejne dwa dni nie dostałam
nic dojedzenia i wtedy ostatniego dnia głodówki, również po raz kolejny,
trafiłam na arenę ale tym razem, nie trafiłam już na tak miłego wilka ten był
oszalały z wściekłości. Wtedy właśnie po raz pierwszy zabiłam, pokonałam
swojego przeciwnika. Czułam ze tym przyniosłam mu ulgę. Kiedy wróciłam do klaki
Arkain patrzył na mnie tylko smutno prawdopodobnie już wiedział co się stało
skoro tylko ja wróciłam. Dni mijały, a ja już straciłam rachubę ile tam
spędziłam. Może miesiąc może dwa albo może i pół roku, wiem tylko ze stałam się
silna, moje nogi były pokryte mięśniami a szczeki zaciskały się z siłą jak
nigdy dotąd.
Wtedy właśnie cel naszych
ataków się zmienił. Ci którzy przetrwali, czyli mniejsza połowa tego co było na
początku, teraz zajmowali jedynie dwa z dziesięciu koryt. Mieli teraz inne
zadanie. Na ring już nie były wprowadzane dwa wilki, lecz jeden, a jego przeciwnikiem miał być tak bardzo
nienawidzony przez nas człowiek. Dla mnie już nie było różnicy, z kim walczę
jeśli, tylko dostawałam za to jedzenie. Tak przynajmniej myślałam, dopóki moje
zęby nie zatopiły się w jego przedramieniu. Moje usta wypełnił metaliczny
zapach krwi, ale oprócz niego poczułam jeszcze coś, coś znajomego. Mięso którym
nas karmili smakowało dokładnie tak samo. Głodna po wcześniejszej nieudanej
walce, poczułam przypływ adrenaliny i głodu. Człowiek bronił się zawzięcie
niewielkim nożykiem ale to nie wystarczyło, aby mnie powstrzymać przed zabójstwem i rozszarpaniem mu gardła. Jadłam
szybo nim pojawili się inni ludzie. Odpędzili
mnie , ale smak mięsa pozostał w moich ustach. Przez kolejnych kilka dni walki
powtarzały się, nawet dwa razy dziennie. W końcu przyszedł czas. Wszystkie
wilki zapakowali do klatek i wadzili do dużych wojskowych furgonetek
Jechaliśmy kilka dni.
Klatki zostały umieszczone w lesie i ukryte, wraz z wilkami znajdującymi się w
środku. Żołnierze również byli ukryci za nami. Z przeciwnej strony było słuchać
dudnienie i czyjeś kroki wyczułam zapach innych ludzi. Ślinka zaczęła mi
napływać do ust. Kiedy tylko pojawili się na horyzoncie klatki zostały otwarte
i wszystkie wilki popędziły przed siebie. Rzuciłam się na pierwszego
napotkanego człowieka którego dostrzegłam
Zagryzłam go zanim zorientował się co się dzieje. Wtedy jeden z
nich zaczął mierzyć do mnie z metalowego potwora ale Arkain skoczył na niego i również
go zagryzł. Walczyliśmy razem, ludzi było mnóstwo. Z przodu i z tyłu padały
strzały niektóre nam pomagały inne nie. Walczyliśmy dzień i noc a kiedy już nie
było nikogo wilki rozpierzchły się po całym lesie. My również z Arakiem
oddaliliśmy się jak najdalej od tamtego miejsca. Przez najbliższe tygodnie
razem polowaliśmy i się wspieraliśmy, pewnie gdyby nie on już dawno
postradałabym zmysły. Ale nie mogliśmy być razem wiecznie, on chciał wrócić do
swojej watahy i odszukać tych, którym udało się uciec, a ja chciałam wrócić w
moje rodzinne strony wiec pewnego dnia rozdzieliliśmy się. Każde z nas poszło w
własnym kierunku. Kiedy dotarłam do doliny wyglądała ona tak samo jak dawniej. Przechadzałam
się wspominając dobre czasy. Coś pod moja łapą chrupało , przeglądnęłam się temu.
To były koci, kości moich wilczych braci – wtedy wszystkie wspomnienia wróciły
porwanie matka klatki walka. Po moim pysku popłynęły łzy . Do tej pory byłam oddzielona
od emocji, ale to miejsce sprawiło ze znów, stałam się tą mała wilczycą
bezbronna i słaba. Zawyłam donoście, aby uczcić ich pamięć. Wtedy też postanowiłam że zabije każdego człowieka, który zbliży się do któregokolwiek z wilków.
Ruszyłam doliną i znalazłam stare wejście do jaskini alfy. Na ścianach były
wyryte różne rysunki. To była legenda przekazywana wilkom od małego. Mówiła o
chłopcu który, uwolni wilki od ludzi a także, powstrzymał ich przed zabijaniem nas. Wtedy rysunki zaczęły świecić, a światło z nich
padało wprost na wilczycę. Hieroglify i ryciny zaczęły się odrywać od ściany i przyklejać do futra wilczycy, dając jej moc mroku. Została wybrana aby, wędrować
po świecie i odszukać wybrańca. Tak właśnie zaczęła się moja wędrówka po
świecie.
Komentarze
Prześlij komentarz